logotype
  • image1 Loża żeńska Gaja Aeterna na Wschodzie Warszawy
  • image2 Samorozwój poprzez indywidualną pracę nad wartościami
  • image3 Wolność sumienia, poszanowanie godności i odmienności innych

Przepływ

Panta Rhei – wszystko płynie – zaledwie w dwóch słowach grecki filozof Heraklit zawarł filozoficzną koncepcję świata, którego elementarnym komponentem jest zmiana.

energiaNic nie jest takie samo, ponieważ nieustannie dochodzi do ścierania się i wzajemnego oddziaływania przeciwstawnych wpływów. Znana sentencja filozofa „niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki” jest powszechnie rozumianym symbolem wiecznej zmiany i przemijania.

Według Heraklita najważniejszą właściwością bytu jest to, że ulega zmianom i transformacjom, nie ginie lecz zmienia się, nie powstaje lecz staje się. Istota ludzka zaś podlega tym samym prawom. Przemijanie to nieodzowny aspekt rozważań nad kondycją człowieka, jego losem, ziemskim żywotem i jego nieuchronną śmiercią.

Wisława Szymborska, z właściwym sobie gorzkim humorem, konstatuje:

„Nic dwa razy się nie zdarza

i nie zdarzy. Z tej przyczyny

zrodziliśmy się bez wprawy

i pomrzemy bez rutyny”

Wszechświat to ciągła zmiana, narodziny jednych bytów i  śmierć innych. W głębi Ziemi, na powierzchni Ziemi, w Kosmosie powstają i umierają rośliny, zwierzęta, ludzie, gwiazdy, galaktyki, idee, teorie. Ruch Wszechświata jest obiektem fascynacji fizyków, filozofów, poetów, mistyków,  co dowodzi jak bardzo jeszcze jest niezbadany i tajemniczy.

W niejednej desce motyw ten powraca, i zapewne będzie powracał - z pokorą i podziwem dotykając zagadek Kosmosu, w skali makro i mikro. Jednak, zgodnie z filozofią Heraklita,  niepodobna, aby był to taki sam sposób ujęcia myśli, ponieważ inny czas, inny człowiek, inne miejsce, inna wiedza, inne doświadczenie pobudzi do wyłonienia się rozszerzonego, pogłębionego lub całkiem odmiennego spojrzenia.

W dzisiejszej pracy podejmuję próbę spojrzenia na przepływ z różnych perspektyw. Posłużę się również metaforą wody, chociaż nie rzeki.

jezioroWyobrażając sobie jezioro, widzę swobodny przepływ świeżej wody bijącej ze źródła i drożny odpływ. Akwen wodny, w którym wszelkie organizmy mają odpowiednie dla siebie warunki do życia, wystarczające zasoby energetyczne, a woda jest czysta. Zatkanie wpływu lub zamulenie odpływu powoduje, że ekosystem traci równowagę, zanieczyszcza się, a jezioro zamienia się w bagno.

Co sprawia, że odpływ i dopływ jest drożny? Co powoduje, że woda w jeziorze jest czysta i obfita w zasoby?

Przepływ w Ciele

Na poziomie ciała sprawdzianem, czy rzeczywiście poddajemy się swobodnej fali przepływu jest nasz oddech. Mistycy, jogini, buddyści na świadomy oddech wskazują jako na pierwszy warunek wzrostu świadomości. Sprawdź siostro i bracie - chociażby teraz - czy czujesz że oddychasz? Czy wiesz jak oddychasz? Czy twoja wymiana jest płynna? Płytki, zatrzymywany oddech jest wskazówką ciała, że nie uczestniczymy w swobodnej wymianie, na głębokim poziomie. Powierzchowna, może nawet chaotyczna wymiana utrudnia prawdziwy kontakt ze sobą. Każdy z nas doświadcza ukojenia oraz ulgi, kiedy pozwoli oddechowi zaczerpnąć głęboko ze źródła energii w naszym wnętrzu. W buddyjskiej praktyce nauka posługiwania się oddechem oraz medytacja jest narzędziem do  koncentracji uwagi oraz powstrzymywania rozproszenia umysłu. Opanować oddech to znaczy kontrolować ciało i umysł, a ten stan jest warunkiem uwagi i obecności. Przepływem w kierunku świata.

Przepływ w Umyśle

Nic nie jest stałe, cokolwiek takie się wydaje, prędzej czy później ulega zmianie.  Wydawałoby się, że skoro „jak na górze, tak na dole”, umysł człowieka też jest elastyczny, sprężysty, łatwo poddający zmianom i przemianom. Niestety, bywa bardzo konserwatywny, czasami wręcz cierpi kiedy napotyka na coś nowego, reaguje lękiem na zmianę. Jedną z typowych reakcji lękowych jest znieruchomienie. Nadzwyczaj ciekawie oddaje ten stan nasz język:

Stanąłem jak wryty, mam związane ręce, nie mam ruchu, sparaliżowało mnie, zatkało mnie, jestem przyblokowany, itd.

Szczególnie dotkliwy bywa lęk przed utratą – nie dóbr materialnych wyłącznie, również pozycji, szacunku, władzy. To ten lęk sprawia, że kurczowo trzymamy się starych nawyków, przyjętych ról; nakładamy maski, zastygamy w pozach.

Umysł, który tak mocno przywiązuje się i tak trudno akceptuje zmiany, wydaje się być wielkim hamulcowym przepływu.  To on kalkuluje, ocenia, interpretuje. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest naszym wrogiem, a tym bardziej nie zamierzam bronić tej tezy. Gdyby nie nasz konserwatywny i zachowawczy umysł, podejrzliwy wobec wszystkiego, co nowe i nieznane, pewnie wcześniej wyginęlibyśmy jako gatunek, tracąc życie lub zdolność rozmnażania się w wyniku niefrasobliwej zabawy, na skutek nieposkromionej ciekawości, ginąc w otchłaniach, płomieniach, wodnej kipieli, czeluściach wulkanów, z głodu, zimna, upału, rozszarpani, pokąsani, otruci…

W epoce rzeczywistego zagrożenia życia, automatyzm pozwalający uchronić istotę ludzką przed unicestwieniem, spisywał się nadzwyczaj doskonale. W chwili obecnej nasz rozwinięty umysł nadal zdaje się lepiej współpracować z mózgiem emocjonalnym niż naszą wolą.  Mamy aż nadto przykładów, kiedy nasz umysł absolutnie logicznie rozumując unieruchamia przepływ. To co da się sprawdzić, zmierzyć, policzyć, udowodnić potraktuje jako rzecz „do pomyślenia”, to co wymyka się pomiarom budzi podejrzliwość i nieufność, w rezultacie bywa odrzucane. Zatrzymam, nie dopuszczę, nie odpuszczę, nie pozwolę! Ile energii jest zmarnowanej na sam opór przed spojrzeniem z innej perspektywy, czyjegoś punktu widzenia! Nie zgadzam, nie masz nawet mi co tłumaczyć. Nie chcę o tym słuchać, to jest głupie, złe, dziwaczne, wrogie…

Opór przed zmianą jest przykładem niezgody na udział w energetycznym tańcu wszechświata. Zaakceptować zmianę oznacza otworzyć się na nią, nawet jeśli nie od razu zrozumieć, to przyjąć zaproszenie do tańca i pozwolić płynąć fali życia. Oświecony umysł to taki, który nie blokuje, nie stawia warunków nowym doświadczeniom. Częściej pyta niż stwierdza, częściej obserwuje niż wyrokuje, podziwia i uczy się. Bez względu na wiek, wiedzę i doświadczenie jest w przepływie.

Przepływ Ducha

Rozwój cywilizacji, racjonalizacja spowodowały, że człowiek odseparował sacrum od profanum. Dość powszechne jest uogólnienie, że duchowość to domena religii. Człowiek racjonalny spogląda zatem na sacrum z pozycji dowodów, i nie znajdując, bądź niewiele znajdując dowodów na źródło w procesach biofizycznych, biochemicznych opatruje je etykietą „gusła”, „czary mary”, a znajdując potwierdzenia w tych procesach opatruje etykietką „czysta nauka”. Niechętny praktykom religijnym, gdy poza nimi nie widzi dla siebie alternatywy, z racjonalnym umysłem - świetnie analizującym, wnioskującym, giętkim w procesach analitycznych – pozostaje bezbronny jak głupiec czy dziecko wobec niepojętych dla siebie stanów emocjonalnych, psychicznych, czy duchowych. Nie pojmując ich źródła bądź nie przyjmując ich za istniejące naprawdę, upycha je gdzieś na półce pomiędzy fantasy, bajki i krasnoludki.

Kiedy człowiek przekazuje następnym pokoleniom technologie, a nie uczestniczy w przepływie duchowej tradycji - paradoksalnie – ta istota niezwykle rozwinięta technologicznie, uzbrojona w całe bogactwo nowoczesnych narzędzi i gadżetów, pozostaje stworzeniem coraz bardziej samotnym.  A jak powiada prof. Jan Hartman „skromny chociażby kontakt z tradycjami kultury od razu nas uczy, że duch jest społeczny i historyczny. Dokonania duchowe człowieka prawie zawsze mają charakter wspólnotowy”.

Pięknie to ujął również nasz nieżyjący już Brat Andrzej Nowicki, który mówił o „spotkaniach w rzeczach”: „człowiek staje się człowiekiem, kiedy wstępuje w dzieła innych ludzi, znajdując w nich twórcę, który wszedł do tych dzieł z całym swoim światem”.

Przepływ uruchamiany dzięki duchowości ma nie tylko geograficzny wymiar międzyludzki (poprzez rozprzestrzenianie idei) ale również ponadczasowy, a raczej przezczasowy. Idea, myśl jednego człowieka żyje tak długo, jak długo żyje dzieło. Ileż razy mieliśmy okazję podziwiać nie tylko wielkie, znane dzieło sztuki, ale starannie i z pietyzmem wykonane drobne przedmioty codziennego użytku – serwetkę, krzesło, cukiernicę, cokolwiek? Czyż nie jest to materialny przykład przepływu, ruchu z przeszłości w przyszłość? Coś, co z pozoru jest mało istotne, z chwilą zauważenia, docenienia, z przeszłości wpływa na nas tu i teraz, a nawet nas zmienia?

I jeszcze jedno doświadczenie przepływu przez czas. Na ostatnich wspólnych pracach naszych lóż zapoznaliśmy się z historią naszej obediencji – WŻLF.  Kilka fragmentów archiwalnych zapisów uzmysłowiło jak wiele czerpiemy z poprzednich pokoleń i jaką ogromną odpowiedzialność przyjęłyśmy na siebie, aby to dziedzictwo - wzbogacone o własne doświadczenie - przekazać następczyniom. Odważę się na tezę, że gdybyśmy nie rozwijały dalej masonerii kobiecej w Polsce, to przepływ zostałby zahamowany, a metaforyczne jezioro straciłoby nie tylko wigor i świeżość, ale być może nawet zdolność przetrwania.

Uważność i obecność w przepływie

dawanieDawanie i branie powinno wzbudzać przepływ zasobów z obszarów nadmiaru w obszary niedoborów. A jednak to jeden z najtrudniejszych aktów, w którym – pomimo dobrych intencji – trudno zachować równowagę.

Jak z taką samą radością i wdzięcznością dawać i brać? Jak to się dzieje, że osoba obdarowywana czuje się czasem źle, a nawet upokorzona? Darczyńca może ofiarować swój dar z poczuciem wyższości, oczekując dowodów szacunku, wdzięczności, rewanżu. W tej sytuacji, w gruncie rzeczy, staje się tak naprawdę stroną oczekującą na dar. Z pozoru daje coś: pieniądze, rzecz materialną, pomoc, ale w istocie domaga się zapłaty, niejako chcąc kupić szacunek, wdzięczność, może nawet podtrzymanie nierówności. Nie otrzymując tego - w zawoalowany sposób, a niekiedy nawet wprost - zarzuca niewdzięczność, czy brak pokory.

Dlaczego z kolei osoby obdarowywane tak często wzbraniają się gwałtownie przed przyjęciem daru? Może naprawdę nie potrzebują go, i gest potencjalnego darczyńcy traktują słusznie, jako brutalne wtargnięcie w ich osobiste sprawy? A może stwierdzają, że nie są w stanie zrewanżować się, odrzucają więc tak potrzebną pomoc, kalkulując, że nie będą mogły oddać z nawiązką?

Któż z nas nie miał okazji widzieć, słyszeć, czy nawet (wbrew sobie) uczestniczyć w zawstydzającym procederze eskalacji prezentów? Kiedy to dawała o sobie znać wewnętrzna presja, aby za podarunek zrewanżować się prezentem wartym co najmniej tyle samo, albo może nawet więcej? Z drugiej strony prawdopodobnie, co najmniej raz w życiu każdy miał okazję widzieć, słyszeć czy doświadczyć sytuacji, kiedy obdarowując kogoś z potrzeby serca, w odpowiedzi słyszał protest, gwałtowne wzbranianie się, sprawiające darczyńcy ogromną przykrość, bo to właśnie z myślą o obdarowywanym długo coś przygotowywał, zabiegał chcąc sprawić radość i niespodziankę.

Mądre dawanie i branie to nie lada sztuka, ale kiedy właśnie jest takie, nie wywołuje sprzeciwu, oporu, zawstydzenia, uruchamia bowiem pozytywny energetyczny przepływ.

Gdyby oczekiwanie wsparcia traktować nie jak akt ukorzenia się, czy determinacji lecz jak dar – dowód na to, że ktoś inny jest nam potrzebny, jest wsparciem, światłem i pociechą - może więcej osób wprost, z lekkością, bez wstydu i zażenowania powiedziałoby „potrzebuję twojego wsparcia, pomóż mi”. Adresat tego apelu z kolei wiedziałby, rozumiał i czuł, że taka prośba to wyróżnienie, dowód zaufania, a nie objaw tylko bezradności i desperacji. Wiem, że jest to arcytrudne – doskonale zdaję sobie z tego sprawę pisząc te słowa i wygłaszając je. Sama niejednokrotnie wolałam wstrzymać się z prośbą obawiając się okazania słabości. Pojawia się zatem fundamentalne pytanie: ile trzeba mieć w sobie zaufania do innych, miłości aby czuć się dobrze, w przepływie,  zarówno dając (z intencją: jestem komuś potrzebna) jak i biorąc (z intencją: ufam ci, potrzebuje cię)?

Jest jednak szczególny rodzaj dawania i brania, subtelny akt uruchamiający przepływ, nad którym chciałabym się chwilę zatrzymać. Jest nim uwaga i obecność.

Jako ludzie tzw. cywilizacji zachodniej cierpimy na deficyt uwagi, rozpraszani nadmierną ilością bodźców. Nie potrafimy skupić się, zaledwie słyszymy innych, a nie słuchamy. W podręcznym arsenale użytecznych gestów zgromadziliśmy całą gamę takich, które mają oddalić od nas czyjś kłopot, czyjeś cierpienie. Zagadywanie potokiem słów, udzielanie masy rad, wyręczanie w czynnościach, podrzucanie słodyczy, maskotek, innych pocieszaczy. To bardzo miłe, ale – zaryzykuję - to jest łatwe! A z pewnością dużo łatwiejsze od pełnego obecności milczenia, wspólnego płaczu, współuczestniczenia w cierpieniu. W pogoni za sukcesem, przyjemnością czmychamy przed nie swoimi problemami, nie chcemy cudzej „małpy” brać na barki.

Kiedy słuchamy uważnie, głęboko, na poziomie intencji, wchodzimy w świat rozmówcy, otwieramy się będąc gotowymi na przyjęcie idei jak i przekazanie jej dalej. Taka rozmowa jest tańcem, harmonią, dostosowaniem rytmu, odpowiedzią…

Nie reagujemy półautomatycznie na słowa lub frazy, które gdy w nas rezonują są odbijane niczym ping-pong, aż do pierwszego autu.

Obecność jest szczególnym stanem, wyjątkową energią. Nie mam przy tym na myśli obecności fizycznej, bardziej takie odczucie, gdy wiem, że nawet kiedy kogoś fizycznie przy mnie nie ma, jest ważny w moim życiu, a ja  ważna jestem w jego życiu. Przepływ myśli, energii, intencji daje w wielu takich sytuacjach o sobie znać. Ludzie bardziej niż wsparcia finansowego, materialnego, zewnętrznego gestu potrzebują od innych uważności i obecności Zamiast poklepania po plecach ze zdawkowym „głowa do góry, będzie dobrze!”, pełne współodczuwania spojrzenie. Zamiast nerwowego zagadywania swojego bólu, wspólne pomilczenie, a może nawet wspólne łzy. Wiele osób, które odważyły się na współodczuwanie, potwierdza, że pomimo autentycznego, fizycznego wręcz, odczucia jak wielki jest ból drugiego człowieka, jednocześnie doświadczyły jak wielką ulgę może przynieść pełna obecność, bycie tu i teraz z cierpiąca osobą.

A jednak tak rzadko przechodzi nam przez gardło: „potrzebuję twojej obecności. Nic nie rób, nic nie mów. Pobądź ze mną… Popłacz ze mną…”

Członkowie społeczności jednego z afrykańskich plemion pozdrawiają się w szczególny sposób. „Widzę cię” – witają się; „Jestem tu” – słyszą w odpowiedzi. Jeśli język jest odzwierciedleniem prawdziwych relacji, mamy wspaniały przykład zainteresowania i uważności.

W życiu lożowym, tak jak we wszystkich społecznościach, ich członków dotykają różne losowe zdarzenia – radosne, miłe, szczęśliwe, zabawne, jak również przykre, smutne, bolesne i pełne cierpienia. Dla mnie, poza wąskim kręgiem najbliższych, ukochanych mi osób, nie ma drugiego takiego miejsca, w którym odczuwam przepływ - subtelny ruch z miejsca gdzie jest nadmiar siły w kierunku jej deficytu, ze źródeł ogromnego zasobu wiedzy w miejsca jej łaknienia, z pola wysokiej wibrującej energii do obszarów jej wyczerpania. Jedyne czego musimy doświadczyć samodzielnie jest... doświadczenie.

Uczestniczymy wszystkie w  tym przepływie poprzez rytuał, przez symbole. Jednak powinnyśmy pamiętać, że zagrożenie znieruchomieniem przychodzi ze strony rutyny. Kiedy pojawi się automatyzm, przepływ osłabi się; jezioro straci przejrzystość.

Doświadczenia pokoleń w przepływie

Rytuały inicjacyjne wcześniejszych kultur stanowiły cezurę podkreślającą fakt właściwego przygotowania się do pełnienia nowych ról, związanych z osiągnięciem odpowiedniego wieku, nabycia niezbędnych umiejętności oraz gotowości wzięcia większej odpowiedzialności, w zamian za zwiększenie przywilejów. Z jednej strony zapewniało to poczucie bezpieczeństwa, wynikające z przewidywalności kolejnych etapów wtajemniczenia, z drugiej  utrzymywało w równowadze przenikające się obecne w życiu społeczności sacrum i profanum.

Jak wiele znaczą rytuały można wykazać chociażby na przykładzie codziennego czytania dzieciom bajek. Poza spełnieniem potrzeby bliskości i uwagi, bajki często są pierwszym kontaktem dziecka z dylematami moralnymi oraz wyzwaniem do podejmowania próby rozwiązywania ich w zgodzie z samym sobą. Czytanie bajek to tak prosta rzecz, a trzeba było całej ogólnopolskiej akcji, aby wielu rodzicom ich znaczenie uzmysłowić. Bajki są przepływem mądrości i kumulacją doświadczenia pokoleń.

Jak wynika z przeprowadzonych badań[1], ludzie, którzy posiedli szczególną umiejętność nadawania sensu swojemu życiu zachowali w pamięci historyjki i bajki opowiadane im w dzieciństwie. Ci, którzy poszukują odpowiedzi na nurtujące ich pytania dotyczące złożony problemów życia, na ogół wspominają postać z literatury, z życia, która zainspirowała ich do odkryć i rozwoju. Tak jak nikt nie wynajduje od nowa ognia czy koła, ludzie ci potrafią nadawać znaczenie własnemu życiu czerpiąc nieświadomie z doświadczeń poprzednich pokoleń. Z kolei osoby, które nie potrafią wytyczyć sobie żadnego celu nie zachowały takich wspomnień z dzieciństwa.

Rytuały i symbole wprowadzając uporządkowanie sprzyjają odnajdywaniu i nadawaniu sensu naszemu wolnomularskiemu życiu.  Masońską drogę widzę jako stan przepływu – która bardzo szczególnie – fizycznie i metafizycznie – odbywa się w łańcuchu jedności. Energia, której przepływu doświadczamy  zawarta jest uścisku dłoni, w myślach, emocjach. Łączymy tych co pracowali przed nami i tych co pracować będą po nas, utrzymujemy ciągłość tradycji, równość, zabiegamy o równowagę w dawaniu i braniu, będąc cały czas w ruchu ku przyszłości.

Daleko nam do doskonałości, ale to jest właśnie nasza droga, ciągła zmiana, nieustanny rozwój. Przekraczając kolejne etapy rozwoju, pokonawszy bariery poprzednich, napotykamy na nowe ograniczenia. Świadomość, że zatrzymanie się na dłużej przed przeszkodą, zgoda na ograniczenia, mogłoby zrujnować ekosystem naszego jeziora, inspiruje i wzmacnia w ciągłej zmianie.

Przepływ to wciąż ten sam kierunek z miejsca obfitości do miejsca deficytów,  kierowanie światła z blasku do półmroku, bez zatrzymywania, bez blokowania, bez lęku o utratę, w poczuciu obfitości. W ten oto sposób bierzemy udział w energetycznym tańcu wszechświata.

Cały czas stajemy się, zmieniamy się. Nie jesteśmy. Bywamy.

Mona Caisy, 7.12.2013

-------------------------------------------------------------------

[1] Mihaly Csikszentmihaly, Przepływ. Psychologia optymalnego doświadczenia, Biblioteka moderatora, 2004