logotype
  • image1 Loża żeńska Gaja Aeterna na Wschodzie Warszawy
  • image2 Samorozwój poprzez indywidualną pracę nad wartościami
  • image3 Wolność sumienia, poszanowanie godności i odmienności innych

Czy łatwo być mężczyzną we współczesnym świecie


mężczyzna
Nie sposób zaprzeczyć, że w naszej kulturze przez wiele wieków kobiety były płcią gorszą. Co ciekawe i dziś jeszcze nierzadko słychać głosy, że mężczyznom jest ogólnie łatwiej w życiu, z powodu samego tylko  urodzenia się mężczyzną. Czy jednak tak jest rzeczywiście? Czy rzeczywiście łatwo być mężczyzną we współczesnym świecie? 

[fakty] Na początek kilka faktów:

1.         Mężczyźni żyją przeciętnie 6 lat krócej niż kobiety a ich śmiertelność w każdej kategorii wiekowej jest wyższa niż śmiertelność kobiet.

2.         Mężczyźni stanowią 80% osób bezdomnych

3.         90% przestępstw dokonywanych jest przez mężczyzn, a 70% ofiar przestępstw to mężczyźni, przy czym wśród seryjnych morderców kobiet w zasadzie nie ma

4.         W szkołach 90% dzieci sprawiających problemy wychowawcze to chłopcy

5.         W 4 na 5 przypadków rozwodów  inicjatorką jest  kobieta

6.         86% samobójstw popełnianych w Polsce to samobójstwa mężczyzn

Innymi słowy,  nic nie wskazuje na to, żeby bycie mężczyzną samo w sobie było  znaczącym ułatwieniem  w życiu,  a wręcz można powiedzieć, że fakt bycia mężczyzną – w świetle przedstawionych statystyk -  jest już sam w sobie największym z możliwych czynników ryzyka. Patrząc na te zjawiska z punktu widzenia socjologii, można zastanawiać się jak to się stało, że jedna połowa ludzkości zdecydowanie częściej dryfuje i wpada na skały niż jej druga połowa.

[Możliwe przyczyny- teza] Psycholog Steve Biddulph w swoim bestsellerze pt. „Męskość. Nowe spojrzenie.” stawia tezę, że przyczyną obserwowanych negatywnych zjawisk w kwestii niemożności odnalezienia się w życiu przez dużą część mężczyzn jest brak opieki nad synami ze strony ojców i marginalizowanie roli mężczyzny w wychowaniu potomka. Syndrom nieobecnego fizycznie lub mentalnie ojca, nie przekazującego synowi wiedzy o tym, co to znaczy być mężczyzną.  Zgadzam się z tą tezą. Wychowaniem dzieci bez względu na płeć dziecka przez bardzo długi czas zajmowały się głównie kobiety a i dziś model ten jest bardzo częsty. Nie negując w żaden sposób wkładu matek w wychowanie synów wydaje się jednak, że w dzieciństwie potrzebują oni  również,  a być może nawet przede wszystkim - wzorca tej samej płci.

[Historia] Początków marginalizacji roli ojca w wychowaniu dzieci można upatrywać ok. 200-230 lat temu, w czasach rewolucji przemysłowej. Wtedy to mężczyźni wyszli do fabryk i hut, zjechali do kopalni, zniknęli z domu na cały dzień, aby powrócić wieczorem tak zmęczonymi, że zaangażowanie się w życie rodzinne i wychowanie dzieci było ostatnią rzeczą na jaką mieli siłę i chęć.

Wcześniej mężczyźni i kobiety wraz z dziećmi często wspólnie pracowali i spędzali dużo czasu razem. W okresie rewolucji przemysłowej nastąpił bardzo jasny podział ról na nieobecnego, zarabiającego ojca  i obecną, troszczącą się o ognisko domowe matkę.  Do tego należy dodać serię katastrof w postaci, emigracji, kryzysów gospodarczych i wojen światowych – które po pierwsze fizycznie zdziesiątkowały mężczyzn, a po drugie tych którzy ocaleli, tak okaleczyły  psychicznie, że z „bagażem” traumatycznych doświadczeń trudno im było samym odnaleźć się w rzeczywistości, a co dopiero przekazywać wzorce męskości synom.

Tak więc od jakichś 7 pokoleń, przynajmniej w Europie mamy do czynienia z sytuacją bardzo ograniczonego kontaktu ojca z synem, a z tym wiąże się  przekazywany z pokolenia na pokolenie kryzys męskości wynikający z braku wiedzy na temat tego czym owa męskość jest. Chłopiec jest jak komputer bez oprogramowania, które  powinien wgrać mu ojciec.  Jemu jednak tego software’u również nikt nie wgrał, tak więc z pokolenia na pokolenie jest przekazywana głównie pustka i wątpliwości.

Dawne społeczności potrafiły o to zadbać.  W książce pt. „Żelazny Jan: rzecz o mężczyznach” będącej opowieścią o istocie męskości w iście bajecznej oprawie barwnej symboliki, mitologii, zapomnianych tradycji i jungowskich archetypów, jej autor Robert Bly mocno podkreśla niezwykle doniosłą funkcję męskiej inicjacji, na przykładzie dawnych rytuałów przejścia z dzieciństwa do dorosłości, obecnie w naszej kulturze całkowicie zapomnianych. Większość prastarych kultur na świecie wykształciła praktyki inicjacji, symbolicznego przyjmowania młodzieńca do wspólnoty męskiej. W  kulturze słowiańskiej były to postrzyżyny, w czasie których 7-letni chłopiec po rytualnym obcięciu mu włosów przez ojca przechodził pod jego opiekę. Inicjowany otrzymywał swoisty trening wartości i zachowań, wzorzec męskości. Czy taki wzorzec przystawałby do czasów współczesnych jest kwestią odrębną, ważne że  mężczyzna, zanim dojrzał biologicznie i społecznie,   otrzymywał coś bardzo konkretnego od starszych, doświadczonych członków plemienia, coś co dawało mu poczucie sensu i oparcie psychiczne.

Jeszcze dziś odwiedzając rdzennych mieszkańców rejonu Pacyfiku, Azji czy Afryki można się przekonać, że ten model, który u nich nigdy nie zanikł pozwala ojcom okazywać synom ogromną czułość, miłość, radość, wprowadzać ich w sferę duchową człowieka i wyrażać całe bogate i piękne spektrum ludzkich emocji nie tracąc przy tym nic z autorytetu i bez uszczerbku dla nauczenia młodego człowieka dyscypliny, siły czy odwagi.

[Stan obecny] Współcześnie młody mężczyzna, często w ogóle wychowywany tylko przez matkę, albo nieobecnego psychicznie ojca, nie wie kim tak naprawdę ma się stać. Rozumie, że ma zostać mężczyzną ale nie ma jasnego wzorca tej męskości, jasnego oprogramowania. Ojciec, jeśli w ogóle jest obecny w życiu syna, często jest dla niego postacią jednowymiarową, chłodną, i monolityczną. 

To powoduje, że młody człowiek  szuka wzorca poza domem, a w dzisiejszych czasach o takie sztuczne i uproszczone, żeby nie powiedzieć - prostackie - wzorce męskości niezwykle łatwo. Filmy, reklamy i nieprawdziwe opowieści wymieniane między młodymi chłopcami, którzy chcą sobie wzajemnie zaimponować – to strzępy konwencji i dyktatów, z których młodzi mężczyźni próbują wyczytać jaka jest ich rola w społeczeństwie i czego się od nich oczekuje a następnie poskładać siebie. Z tych niepełnych, nieprawdziwych, uproszczonych a czasem wręcz karykaturalnych szablonów zachowań nie sposób oczywiście wyrzeźbić mężczyzny na miarę współczesnych, niełatwych czasów, stąd tak duża liczba pozornych „twardzieli”, którzy w obliczu przeciwności losu, wpisanych przecież w samo życie jako takie, nie mogąc sobie z nimi poradzić ucieka w przemoc, nałogi, agresję czy samobójstwa. Naśladownictwo obserwowanych schematów, często oparte na płaskich, nierealistycznych postaciach z ekranu jest wynikiem chęci pokazania, że nie jest się gorszym niż inni przedstawiciele płci męskiej, wzajemna konkurencja jest bowiem niejako ewolucyjnie wpisana w gatunek męski.

Kobiety z kolei mają wrodzony, naturalny mechanizm łączenia się i dzielenia swoimi troskami na bardzo intymnym poziomie, które to cechy w przypadku mężczyzn występują rzadko. Często tzw. męskie przyjaźnie sprowadzają się do wspólnego wyjścia na piwo i wymiany nic nie znaczących wypowiedzi, a gdy przychodzi co do czego, to okazuje się, że tzw. kumple zupełnie się nawzajem nie znają, często nie wiedzą o sobie podstawowych rzeczy. Mężczyzna raczej nie podzieli się swoimi troskami czy obawami, bo mogłoby to zostać potraktowane jako objaw słabości i rysa na jego starannie budowanej fasadzie twardziela. 

[Rewolucja kulturowa kobiet] Kryzys męskości pogłębia dodatkowo fakt, że kobiety w zasadzie przeszły już swoją rewolucję kulturową, która pomogła im zredefiniować siebie i inaczej spojrzeć na swoją pozycję i potrzeby. Przedstawicielki płci pięknej wyszły ze swojej tradycyjnej roli, w początkowej fazie wkraczając wręcz w strefę do tej pory zarezerwowaną dla mężczyzn - spaliły staniki, wskoczyły w spodnie, zaczęły łykać pigułki antykoncepcyjne zyskując tym samym pełną wolność seksualną – być może trochę nawet przesadziły, zgodnie z zasadą, głoszącą, że aby wyprostować kij trzeba go wygiąć w drugą stronę. Teraz mogą świadomie korzystać i ze swojej kobiecości i męskości, jako że każda istota ma w sobie cechy i jednej i drugiej płci. Ten proces w zasadzie się już dokonał, duża część kobiet jest niezależna ekonomicznie, kobiety są ogólnie lepiej wykształcone od mężczyzn i wydają się lepiej radzić sobie z przeciwnościami losu.

[Brak rewolucji kulturowej mężczyzn] Z kolei mężczyźni żadnej takiej rewolucji nie przeszli i w pewnym sensie tkwią mentalnie w rzeczywistości sprzed 200 lat. Nikt nigdy roli mężczyzny nie zrewidował, nie dostosował do nowej rzeczywistości. Frustrację pogłębia fakt, że wyzwolone kobiety wkraczając w strefę dotychczas zarezerwowaną dla mężczyzn, często podważają wręcz sens męskiego istnienia, ponadto jasno formułują swoje rosnące wymagania względem mężczyzn. Tradycyjna rola mężczyzny jako tego przynoszącego pensję do domu została podważona, kobiety również pracują, nierzadko zarabiając lepiej od swoich partnerów. W tej sytuacji, przy braku jasnych wskazówek na czym polega rola współczesnego mężczyzny, duża część panów ma prawo czuć się zagubiona.

ojciec i synWskazówki na temat tego kim mają się stać, młodzi mężczyźni powinni otrzymać od ojców, tymczasem zwykle takie sugestie otrzymują od niezadowolonych, wyzwolonych kobiet, które mówią im jasno i bez ogródek jacy powinni być, nierzadko w formie bardzo krytycznej. Kobieta nie jest jednak dla mężczyzny wiarygodnym źródłem wiedzy na temat jego tożsamości – kobieta nie może uczyć mężczyzny jak być mężczyzną, to tylko pogłębia męską frustrację. Nie będzie czarne mówić białemu jak być białym. Myślę, że zrozumienie tej prostej w gruncie rzeczy prawdy mogłoby znacznie uprościć życie kobiet, które również czują się sfrustrowane, kiedy partner nie słucha ich życzeń w kwestii tego jakim mężczyzną powinien być. Przy czym jasno trzeba podkreślić że i my w tych naszych oczekiwaniach jesteśmy niespójne, i często stawiamy warunki lub wysuwamy życzenia wewnętrznie sprzeczne.

Nie bez znaczenia pozostaje tu tzw. płeć mózgu. Jako istoty ze swej natury wielozadaniowe, odgrywające różne role społeczne w tym samym, albo prawie w tym samym czasie, mamy tendencje do oczekiwania tego samego od mężczyzn, tymczasem tu sprawa nie jest już taka prosta, gdyż mężczyzna jest zasadniczo jednozadaniowy i dużo trudniej przeskakiwać mu między rolami, szczególnie kiedy to kobieta chce być reżyserem. Humorystycznie rzecz ujmując połączenie trzech domen składających się na współczesny związek mianowicie miłości, seksu i wspólnoty gospodarczej w jedno jest z punktu widzenia płci mózgu mężczyzny zadaniem karkołomnym, a patrząc na sprawę historycznie - zjawiskiem stosunkowo nowym. Dawniej miłość, seks i wspólny dom wcale nie musiały się ze sobą łączyć, nowa rzeczywistość może zatem być ogromnym wyzwaniem i dla mężczyzn i dla kobiet.

Moje własne spostrzeżenie jest takie, że samotne kobiety, atrakcyjne, wykształcone, niezależne,  pomimo braku partnera świetnie dają sobie w życiu radę. Często zresztą brak partnera jest wynikiem wysokich wymagań i braku kandydatów na odpowiednim poziomie. Takim paniom może brakować bliskości drugiej osoby, ale nie jest to element przesądzający o ich szczęściu czy spełnieniu. Mężczyzna bez kobiety jest natomiast cieniem człowieka, ciężko mu odnaleźć sens życia, dużo gorzej radzi sobie ze stanem samotności, wydaje się, że trudno mu w pełni rozwinąć swój potencjał bez kobiety u swego boku. Co ciekawe moje osobiste spostrzeżenia poniekąd znajduje  potwierdzenie w  taoizmie.  Jeśli bowiem, jak to się zwykło przyjmować, element męski w kosmosie to yang a żeński to yin, to jak się okazuje yin może funkcjonować bez yang, ale yang nie może funkcjonować bez yin. 

Myślę, że można w usprawiedliwiony sposób mówić dziś o kryzysie męskości. Nie pokuszę się przy tym o żadne sugestie co z tą sytuacją zrobić, powiem tylko, że chyba pewna zmiana  już się dokonuje, badania wykazują bowiem, że znaczna część dzisiejszych ojców 3 razy więcej czasu poświęca wychowaniu dzieci niż poprzednie pokolenia. Mogę jednak postawić dalsze pytania, zachęcając Was Siostry do dojrzałej dyskusji. Dojrzałość rozumiem tu jako  próbę spojrzenia na rzeczy takimi jakimi są i dostrzeżenie naszego (tj. kobiet) wpływu  na   rzeczywistość, odejście od wygodnej roli ofiary i przejęcie współodpowiedzialności za to w jakim świecie żyjemy.

Po pierwsze, trzeba jasno powiedzieć, że dzisiejsi mężczyźni są wychowywani przez kobiety i to my jesteśmy odpowiedzialne za to jakich mężczyzn wypuścimy z domu w świat. Za każdym nieodpowiedzialnym i niedojrzałym 30-sto, 40-sto a nawet 50-cioletnim  Piotrusiem Panem stoi jego mamusia, która go takim uczyniła swoimi czynami lub zaniechaniami. Być może za dużo i za długo jest matki i matkowania w życiu chłopców? 

Po drugie warto zastanowić się nad zjawiskiem utrudniania przez matki kontaktów z dziećmi po rozstaniu z ojcem dziecka. Polska rzeczywistość jest taka, że pomimo jasno zapisanego prawa do kontaktów z dzieckiem, nawet potwierdzonego wyrokiem sądowym, w praktyce mężczyzna ma szanse bliskie zeru na ich realizowanie, o ile matka jest im przeciwna. Brak ojca w życiu syna (córki zresztą też) po rozpadzie związku jest w dużej części winą i grzechem matek, które bardziej kierują się swoimi własnymi emocjami niż dobrem dziecka. A w rodzinach niepełnych jest dziś wychowywanych ok. 2 mln. dzieci i liczba ta wzrasta o ok. 100.000 rocznie.

Po trzecie warto zadać sobie pytanie co my jako kobiety możemy zrobić aby pomóc mężczyznom i wesprzeć ich, albo przynajmniej nie przeszkadzać, w odnalezieniu ich własnej drogi do dojrzałej i prawdziwej męskości.

[Kobiecość a męskość] Męskość i kobiecość są ważną częścią nas jako istot ludzkich i ich odkrywanie i definiowanie w sobie jest częścią świadomej pracy nad sobą, częścią drogi wolnomularskiej, częścią procesu ciosania kamienia. Nie da się wykonać pracy nad sobą bez pochylenia się nad kwestią własnej tożsamości w tym tożsamości wynikającej z płci. 

Czym męskość jest i jak ją zdefiniować – to temat na odrębną deskę, może niekoniecznie w loży żeńskiej, natomiast w tym momencie chciałabym jedynie rzucić hasło: dostrzeżenie w sobie jako w człowieku pełnego wachlarza cech, emocji i zachowań, bez kurczowego trzymania się ról społecznych, nie wyłączając  zaakceptowania własnego pierwiastka żeńskiego (yin) i cieszenia się nim bez strachu, iż jest to "niemęskie". 

Jak wiadomo na rzeczy i sprawy można patrzeć z bardzo wielu poziomów i w zależności od tego skąd na nie patrzymy konkluzje mogą być zgoła inne. I tak na pewnym poziomie oglądu rzeczywistości różnica między kobietą a mężczyzną zaciera się, patrzymy po prostu na człowieka w całym spektrum jego bogatego i zróżnicowanego jestestwa. Mistrzyni staje się Mistrzem a Mistrz Mistrzynią. Zupełnie tak jak czarno-biała mozaika, gdy spojrzymy na nią z daleka, przestaje być czarno-biała lecz wchodzi w odcienie szarości. Nie jesteśmy już przeciwieństwami, jesteśmy częściami tego samego, wzajemnie się przenikającymi i przechodzącymi jedno w drugie. Możemy oczywiście nadal w świadomy sposób kreować polaryzację i biegunowość, przechodzić od yin do yang i z powrotem, męskość i kobiecość w różnych ludziach mogą nas zachwycać czy fascynować, możemy nimi same żonglować, dobierając świadomie nasze cechy kobiece czy męskie w niekończącym się tańcu wzajemnego przyciągania i przenikania. Jednak z pewnego poziomu postrzegania, nie ma między nami jako istotami już tak wyraźnego kontrastu bieli i czerni, dualizm nie oznacza przeciwieństw, ale pewnego rodzaju naturalną koegzystencję. Uwalnianie się od przeciwieństw i przechodzenie do dualnej rzeczywistości dwóch pierwotnych sił, w której biel i czerń, słońce i księżyc, dzień i noc się nie wykluczają ale są inną stroną tego samego, są współzależne, wchłaniają się a jednocześnie podtrzymują wzajemnie i przekształcają się alchemicznie w siebie nawzajem,  jest równoznaczne z wkroczeniem  w prawdziwą mądrość, z wejściem na kolejny poziom rozwoju i samoświadomości.

Sonia Lerska, 28.02.2015